#3 Nocny pszczelarz w krainie trolli

#3 Nocny pszczelarz w krainie trolli

#3 – Nocny pszczelarz w jaskini trolli

SobĂłtka Metropolis
godzina 17:31
21 sekund

Rozglądał się nerwowo po pokoju, jakby szukał spokoju ukrytego gdzieś w kącie. Lampka zapalona na komodzie migotała delikatnym,  zimnym, błękitnym światłem i oświetlała policzek jego krĂłlowej drzemiącej obok. Zawiesił na niej wzrok na chwilę i pogłaskał delikatne kręcone blond włosy.
Muszą być dłuższe
– powiedział sobie w głowie.
Spojrzał na zegarek i wiedział że ma jeszcze trochę czasu, lecz i tak przeczuwał że dziś wieczorem może pójść coś nie tak, jakby chciał. Dziś wyznaczył sobie ciężki temat. Śliski i cuchnący temat, jak roczne zbuki rozbite na głowie pierwszoklasisty podczas ceremonii kocenia w szkole średniej.
Blee. Dobrze Ĺźe wspomnienia nie śmierdzą – mruknął pod nosem.
Ruszył ciężki tyłek z wyra i zaczął się szykować. 

Kuchnia nocnego pszczelarza

Zdecydowanym krokiem ruszył na dolne piętro. Drewniane schody skrzypiały, lecz lubił ten dźwięk i ich ciepło pod stopami. Na parterze czekał już ich prywatny alarm. Młoda suka, imieniem Rozi. Rozdarta bestia, która lubi budzić domowników o 5 rano, obwieszczając światu, że już nie śpi i jest gotowa wybiec przed dom na poranną toaletę.

No suczysko, przynieś zabawkę – odezwał się do niej, a ona z radością pobiegła po zabawkę. Pomimo tego Ĺźe był dla niej surowy, podziwiał ją za to Ĺźe o kaĹźdej porze dnia i nocy z radością witała się ze wszystkimi.

Rzucił jej zabawkę, a ona pobiegła w podskokach, jakby goniła za kilogramem golonki.

Uśmiechnął się na ten widok i wszedł do kuchni. Był już po obiedzie, więc trzeba było się jeszcze wzmocnić. Nocny pszczelarz podszedł do blatu i z półeczki na słoikiem miodu zdjął, małą, 120 ml ciemną buteleczkę z kroplomierzem. Obrócił się na pięcie i z szafki wyjął 50 ml kieliszek z płaskim dnem. Otworzył buteleczkę i zaczął wlewać, kropelka po kropelce, bursztynowy płyn do kielona. Wiedział że jak to wypije poczuje się jak jeden z jego ulubionych postaci fantasy, Wiesiek zwany łowcą potworów. Zacisnął usta, przymrużył powieki i się przemógł. Podniósł szkło do ust i wypił. I się zaczęło.

Na wszystkie trutnie świata – syknął przez zęby.

Ostry, żywiczny smak rozlał mu się w ustach. Nalewka z propolisu odebrała mu dech na dwie sekundy, lecz szybko doszedł do siebie. Czuł jak ekstrakt z kitu pszczelego razem z alkoholem docierają do komórek w całym ciele, ale tak naprawdę czekał na jedno uczucie, które pojawiło się po chwili. Jakby delikatny prąd przeszedł przez korę mózgową, uruchamiając uśpione dotąd zmysły. Wiedział że, związki zawarte w tym produkcie, dorwały się do dupy bakteriom i wirusom, które krążyły w każdym ludzkim organizmie, a zmysły czucia informowały o zmianach w ciele. Nadchodziło coś jeszcze. Tego się obawiał.

Blee – odbiło mu się właśnie kotletem mielonym i ogĂłrkiem kiszonym. Ĺťołądek zaczął pracować.

Organizm się przystosowywał. Mógł ruszać to jaskini trolli.

Droga Cierpienia

Zszedł do piwnicy i złapał za swojego stalowego rumaka. Czerwony szerszeń czekał grzecznie  na swojego jeĹşdĹşca. Na plecy zarzucił plecak z ekwipunkiem, załoĹźył kask na głowę, włoĹźył czarne rękawice, cofnął pomiędzy bałaganem w piwnicy i ruszył do wyjścia z garaĹźu. Jedną ręką otworzył bramę garaĹźową, a zaraz potem zgasił światło za sobą. 
Na dworze, jak to bywało zimą, powietrze było gęste od zapachĂłw unoszących się z kominĂłw, a w oknach widać było kontury ludzi schowanymi za zaciągniętymi roletami. WieczĂłr w tym mieście zawsze był taki sami. Niewiele osĂłb decydowało się na wyjście na dwĂłr. Nie ze względu na to Ĺźe było zimno czy coś, lecz dlatego Ĺźe tryb “jestem zmęczony i mam wszystko w Ĺźyci” było popularnym sposobem spędzania wieczorĂłw.
Odpalił tylne światło, które zaczęło pracę, migając co chwilę mocnym czerwonym światłem. Przełożył nogę przez ramę i ruszył w drogę.

Latarnie na jego drodze oświetlały mu delikatnie ścieżkę, lecz postanowił się zatrzymać przy cmentarzu i włączyć przednie światło. Kątem oka wychwycił ruch na cmentarzu. Wiedział że coś się kroi. To hieny cmentarne zaczynały swoje nocne łowy. Za dnia dorośli ludzie i wzorowi obywatele, nocą zjawiali się na cmentarzach i szukali łupów. W marketowych reklamówkach stwory chowały wszelkie towary jakie znalazły na i przy grobach. Świeże kwiaty, nowo odpalone świece czy konewki do podlewania kwiatów, nikt jednak nie wiedział po co tym stworom te bzdurne rzeczy. Gdzieś w ciemnościach słychać było jak te wieczorne bestie walczą między sobą o jakąś zdobycz. Świdrujące piski dobiegły jego uszu i postanowił ruszyć dalej. Nie zapalił jednak przedniego światła. Nie chciał zwracać na siebie uwagi. W końcu był nocnym pszczelarzem, gościem od dziwnych nocnych deali i tępicielem rzeczy dziwnych, o których nikt nie przypuszczał.

Pazerne łajzy – syknął w stronę hieny cmentarnej, ktĂłra właśnie dała znać światu, Ĺźe zdobyła jakiś łup i była gĂłrą na inną hieną. 

Sunął powoli na czerwonym szerszeniu. Przed rysowała się nim droga cierpienia, czyli podjazd pod gĂłrę, ktĂłre prowadziła w stronę jaskiń troli. Cisnął do przodu ile sił w nogach. W duchu przeklinał sam siebie, Ĺźe nie dbał o siebie bardziej i pomimo tego Ĺźe jechał rĂłwno, jednym tempem, chciałby jechać szybciej, bo juĹź w myślach planował jak wystartuje w jakimś nocnym wyścigu po lesie. 

Hmmm. MoĹźe zorganizować taki wyścig po lesie z innymi. MoĹźe i – zamilkł w myślach, bo nagle po drugiej stronie drogi pojawił się biegacz. Wyprzedził pszczelarza bez najmniejszego problemu. Biegł z lekkością leśnej driady, jakby był sam na świecie i liczyło się tylko dobiegnięcie do celu. Nocny pszczelarz westchnął głęboko, na widok wyprzedającego go biegacza,  

No zajebiście, brakuje mi jeszcze tylko Ĺźeby wyprzedził mnie kaczor na komarku. 

Gdy dojeĹźdĹźał do końca drogi asfaltowej, po jego prawej stronie, pojawiło się,  zasnute w mgle lokalne schronisko. Gdzieś w oknie na piętrze majaczyło światło, a pobliskie drzewa schylały swoje korony, smagane wiatrem. Nie posiadały juĹź liści, bo była juĹź zima, a porywiste wiatry zdarzały się tu coraz częściej. Na ziemi leĹźał jeszcze gdzieniegdzie śnieg ktĂłry pojawił się szybciej w tym roku.

Robiło sie późno.

Godzina 21:13 Ślężański las. Temperatura -5 stopni 

Gdy mijał schronisko zdawało mu się że coś jest nie tak. Ciemność zapadła już wszędzie. Gwiazdy chowały się za chmurami, a księżyc zapodział się chyba po drugiej stronie nocnego nieba, jednym słowem było ciemno jak wiecie gdzie. Wiedział że noc nie będzie należała do krótkich i przyjemnych. Czerwonego szerszenia zostawił przypiętego do drzewa, mocną stalową linką i modlił się żeby nikt go nie zauważył, pomimo panujących ciemności.
,Teraz musiał się skradać i żeby było weselej czekała go wędrówka do góry. Zdjął plecak z pleców, wyciągnął mały szklany kieliszek, który mógł powieść sobie na szyi. Z głębi wyciągnął jeszcze małą buteleczkę z nalewką propolisową i znowu sobie polał. Tak jak ostatnio, ostry żywiczny smak rozlał się po ciele, dostarczając na początku mocnych wrażeń, a potem budząc niezwykłe moce ukryte w ekstrakcie z propolisu. Niewiele osób wiedziało, jak go stosować, a jeszcze mniej osób znała moce tego specyfiku. Nocny pszczelarz wiedział, że właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne zawarte tym magicznym napoju działają cuda. Schował małą buteleczkę do kieszeni, a z plecaka wyciągnął jeszcze mały 40 ml słoiczek z miodem. Pogmerał jeszcze w plecaku w poszukiwaniu łyżki, lecz nie mógł jej namierzyć.

Na zgnilca złośliwego i inne dziadostwo – mruknął i zanurzył chłodny palec w słoiku z miodem.

Wiedział, że tak nie nabiera się miodu, bo może się zepsuć i zarazić bakteriami, ale teraz potrzebował energii. Wciągnął więc to co udało mu się nabrać, zakręcił słoik, chowając go do plecaka.
Skradał się powoli, pomiędzy drzewami przypominającymi upiorne postacie zastygłe wieki temu w drzewie. Gdy maszerował do przodu myślał juĹź o tym co będzie gdy dotrze do trolli. Co im powie, jak ich zobaczy. Nie był ulubieńcem w tych stronach, ale znajomość z trollami mogła kiedyś być przydatna. Ich wielkie łby były całkowicie łyse, a nosy, ktĂłrymi były w stanie wywąchać kaĹźdy interes, były koloru zielonego , a wyrastające z nich długie na 10 cm włosy, przypominały nieskoszony od 2 miesięcy trawnik. Te paskudne stworzenia mieszkały, przyczajone w gĂłrskich jaskiniach. Ich świat nie był dostępny dla zwykłych ludzi. Ĺťeby wkroczyć do ich jaskini, trzeba było mieć łącznika. Kogoś z zewnątrz, kto wprowadzi do jaskini i ochroni przez złym spojrzeniem tych paskudnych stworzeń. Na szczęście on kogoś takiego miał. Małego gnoma jaskiniowego, jednego z pomocnikĂłw trolli, ktĂłry pracował przy czyszczeniu latryn. 

   

Szczyt Anielskiej gĂłry – okolice jaskini trolli. Temperatura jak na dworcu w kieleckim

Skryty między skałami czekał na szczycie góry. Okoliczni mieszkańcy nazywali ją Anielską Góra, inni Gozdnicą, Dla niego była pełną tajemnic górą. Pomimo tego że nie była ona wysoka, to właśnie ta niepozorność sprawiła, że w jej jaskiniach zagnieździły się trolle. Od tego czasu okolica zaczęła się psuć. Z lasu zaczęła znikać dzika zwierzyna, a lokalna roślinność coraz bardziej cierpiała. Społeczeństwo nieświadome zagrożenia żyło w najlepsze, zakochane w tworzoksiążkach czy innych cudach.

Minęło sporo czasu zanim umówiony gnom pojawił się na miejscu. Nocny pszczelarz zdążył już mocno przemarznąć i w duszy przeklinał ten przenikliwy mróz. Gnom, jak na gnoma przystało nie był zbyt wylewny. Rozglądał się nerwowo, czy nie widać w okolicy jeszcze kogoś kto mógłby ich podsłuchiwać. Gdy nabrał już pewności, wyciągnął długą 4 palczastą dłoń i rzekł przez zęby, wydychać nieciekawą woń z gęby.

Łowar, jesł ?

Nocny pszczelarz skinął głową i z plecaka wyjął butelkę soku malinowego. Podał go gnomowi, a ten otworzył butelkę i łykął. Upił tylko trochę zaraz zakręcając butelkę.

Pouj 22

Kiwnął głową i wskazał palcem wejście do jaskini, które było schowane za warstwą ciężkich gałęzi. Gnom został na zewnątrz, zapewne oddając się rozkoszy konsumowania soku malinowego, a nocny pszczelarz przeciskając się między gałąziami znikł w jaskini. I zdziwił się.

W jaskini na ścianach wisiały lampy, tląc się ciepłym czerwonym światłem. Korytarze wydrążone w jaskini wyglądały jakby były tu od zawsze. Na ścianach wisiały dziwne tablice, zapisane w języku trolli. Na części z nich wisiały mapy okolicy z zaznaczonymi punktami. W oddali słychać było głębokie basowe odgłosy. Dookoła panował zapach siarki i wyczuwalna była wilgoć w powietrzu. OprĂłcz lamp na ścianach zawsze dziwiło go coś jeszcze. Drzwi. W jaskini w ktĂłrej mieszkały trolle, kaĹźdy miał swoje pomieszczenie, pokĂłj w ktĂłrym przyjmowali “petentĂłw”.

Gdzie ten cholerny numer 22?  – przeszedł jeszcze parę metrĂłw i zaraz za rogiem zobaczył chowającą się w mroku postać. Wolał nie widzieć kto to. Poszedł dalej, czując czyjś oddech na plecach. Gdy dotarł do numeru 22, drzwi pokoju odtworzyły się z hukiem.

Czego tu? Zgubił się, czy szuka czego? – warknął głos z pokoju 22.

Pszczelarz przełknął ślinę i wszedł do środka. To było biuro zarządu trolli. Wszedł w paszczę lwa. Za biurkiem siedziały 3 wielkie trolle. Czy były to trolice czy trolle nie wiedział. KaĹźde z nich było jednakowo paskudne.  Zapadnięte oczy i fałszywe uśmiechy. Na ścianach wisiały głowy zwierząt. Jedną stronę ściany zdobiły głowy jeleni i dzikĂłw, na ktĂłre padały cienie wypchanych ptakĂłw z przeciwległej strony.

Ktoś ty i czego tu chciał – zapytał troll grubym głosem, pokazując przy okazji braki w uzębieniu. – No gadaj ludziu, bo niedługo pora karmienia, a koleĹźanki głodne.

Nocny pszczelarz uśmiechnął się pogardliwie i połoĹźył plecak na stole przed trollem. Sprawnym ruchem otworzył go i wyjął ze środka duĹźy słoik miodu. Postawił go przed nosem trolla. Paskudna bestia patrzyła na słoik w milczeniu. jakby nie rozumiejąc o czym mĂłwi nocny pszczelarz. Nastała chwila milczenia. 

MoĹźemy udawać Ĺźe to, nie Wy odpowiadacie na za wypuszczenie kornika drukarza do tego lasu – zaczął stanowczym głosem nocny pszczelarz – co doprowadziło wycięcia części lasu, pod ktĂłrym są wasze siedziby, ale na sprowadzenie obcego miodu na ten teren na to się nie zgodzę.
Troll podniósł głowę i wziął słoik do ręki. Przechylił go lekko w bok, a substancja w środku powoli zaczęła się przelewać na bok. Kolor miodu wpadał w barwę złota, a etykieta na nim mówiła że ponoć jest miodem lipowy.
To miĂłd lipowy – rzekł sucho choć spokojnie troll.
MiĂłd? A moĹźe to słoik kisielu z Ĺźurawiną, albo stado pędzących baranĂłw w smutne jesienne popołudnie. Nie? Więc moĹźe cnota cycatej panny z rybą utracona nad czarną wodą? No paskudny trollu powiedz mi co to jest?  Widzisz jak trzęsę się z ciekawości? – warknął głośno i stanowczo nocny pszczelarz, wyjmując z kieszeni schowaną wcześniej buteleczkę esencji propolisowej.  Masz minutę na wytłumaczenie, a później wyleje Ci to na twarz.
Skąd wiesz Ĺźe to fałszywy miĂłd i Ĺźe pochodzi od nas?  – skomentował troll ze spokojem, nic nie robią sobie z pretensji człowieka.
Bo robotę trolla rozpoznam odrazu. Druga rzecz – pszczelarz sięgnął znowu do plecaka i wyjął pudełko zapałek. Wyrwał trollowi miĂłd z ręki. Otworzył słoik i zanurzył w nim zapałkę. Pochylił się w stronę trolla i przyłoĹźył zapałkę do draski na pudełku i sprĂłbował odpalić. SprĂłbował parę razy, lecz zapałka nie myślała się zapalić.
To się nazywa test zapałki – warknął pszczelarz – zapałka zanurzona w prawdziwym, nierozwodnionym miodzie, powinna się zapalić.

Wrrr wrrrr – troll zaśmiał się w swoim stylu – Ot i dziś odkrywania wielkich tajemnic tego świata! I co jeszcze? Zaraz jeszcze dowiem się Ĺźe wśrĂłd ludzi nie ma trolli? – Oczy trolla lekko się przymknęły, a dłonie delikatnie się zacisnęły – A teraz znikaj słaby człowieczku, zanim stracę cierpliwość.

Nocny pszczelarz wiedział, Ĺźe stąpa po cienkim i kruchym lodzie. Jeszcze parę słów, a ten cienki lĂłd pęknie i grzeczne dotąd trolle, pokażą swoją prawdziwą naturę. Kończył mu się czas. Przekazał trollom to co chciał. Teraz juĹź wiedziały Ĺźe ich niecne czyny ktoś widzi. Co z tym zrobią, czas pokaĹźe. Schował zapałki i załoĹźył plecaka na plecy. Nie poĹźegnał się, po prostu wyszedł. Gdy wychodził z jaskini za jego plecami słychać było głośny rechot trolla z pokoju 22. 
Na dworze nie było juĹź śladu po gnomie, więc postanowił ruszyć w dół, w kierunku miejsca gdzie zostawił czerwonego szerszenia. Czekał na niego grzecznie w nietkniętym stanie. Gdy mijał duĹźy parking, w oczy rzucił mu się dziwnie sprężynujący samochĂłd z zaparowanymi szybami. 

Było juĹź późno, niczego nieświadomi ludzi szli spać, nie wiedząc Ĺźe na rynku pojawił się trefny towar. Ale czy na pewno o tym nie wiedzieli?    
  

Share this post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *