Walka z warrozą – wnioski po kilku latach

Głowę każdego szanującego swoje pszczoły i pracę, pszczelarza zajmuje pytanie: “Jak walczyć z warrozą? Jakie leki przy walce z warrozą stosować? Jak często stosować leki na warrozę? W tym krótkim artykule postaram się przedstawić swoją wersję po kilku latach opieki nad pszczołami.

Warroza i wszystko co z nią związane można włożyć do jednego pudełka i podpisać, tytułem jednej z moich ulubionych filmobajek “Niekończąca się opowieść”. Wole takie określenie, niż walka z wiatrakami, czy mało skuteczna walka z dręczem pszczelim. Ale wróćmy do sedna. Przez lata porażek i obserwacji tego co zaobserwowałem na swojej pasiece, z czystym sumieniem mogę przyznać że:

  1. Walka nigdy się nie kończy. Warroza wraca cały czas i jak ktoś mówi, że ma zdrowe pszczoły, bo leczy je i ma super wyselekcjonowaną rasę, która sama się oczyszcza, to mam ochotę zapytać, czy może jeszcze te same pszczoły robią mu herbatę na pasiece. Walka z warrozą nigdy się nie kończy. Powiedzmy szczerze jesteśmy skazani z wieczną walkę, bez opcji na wygranie.
  2. “Lek” jest mało istotny – wg mnie leczenie amitrazą, kwasami, wycinaniem czerwiu, izolowanie matek na parę miesięcy, nie ma większego znaczenia jeśli nie zrozumiemy jak działa nasz wróg czyli warroza. Korzystanie jak niegdyś z tylko i wyłącznie jednego środka leczącego raczej nie przyniesie takich efektów jakich sobie życzymy. Uwierz mi położyłem prawie dwa razy pasiekę przez takie podejście. Jeden lek to za mało. Potwierdzi to każdy pszczelarz z doświadczeniem.
  3. Ilość i jakość naszych zabiegów mają istotny wpływ na kondycję naszych pszczół. Nie wystarczy leczenie pszczół wczesną wiosną, latem czy po głównym pożytku. Z tegorocznych obserwacji z ręką na sercu powiem, że walka z warrozą zaczyna się wiosną i kończy się w Październiku-Listopadzie. Wykonanie 3 zabiegów w różnych okresach czasu ma istotny wpływ na kondycję pszczółek.

Wiosną gdy pszczoły można już przeglądać i pozwala na to pogoda, pszczoły poddajemy opryskowi z kwasu mlekowego 15%. Jest on mało agresywny, najłagodniej działa na pszczoły i dobrze na warrozę. Niestety roztocz pod zasklepem się uchroni, ale chociaż częściowo obniżymy jej populację. Warroza na pszczole zostanie poparzona i nie będzie w stanie “dziurawić” naszych dziewczyn. Generalnie im szybciej wykonamy ten zabieg tym więcej wyłapiemy warrozy.

Drugim zabiegiem jest zaatakowanie warrozy kwasem mrówkowym o stężeniu 85%, zaraz po ostatnim miodobraniu. Dla nas jest to okres po lipie. Warroza dostaje w duu… zarówno ta na pszczole jak i pod zasklepem. Minus tej metody jest taki, że nawet przy odpowiedniej wentylacji, spora ilość pszczół może ulec poparzeniu przez kwas i może umrzeć. Na pewno schorowane i słabe pszczoły nie dadzą rady. Wiem, to brutalne, lecz pszczelarz musi wybierać tak samo jak pszczoły. Dobro jednostki czy dobro koloni. Każdy zna prawidłową odpowiedź. Oczywiście można odymić apiwarolem po izolacji pszczół. Wybór należy do Was.

Trzecim zabiegiem jaki wykonujemy i wiąże się ze stresem i zabiera dużo pracy to izolacja matek od Października do Listopada i kontrolne użycie kwasu szczawiowego lub apiwarolu. Dlaczego stresem ? Szukanie matek to dla mnie stres i nerwy. Jedna odnajdzie się szybko, a inna będzie nas unikać niczym wytrawne komando cichociemnych. Ten trzeci zabieg dopiero pokazuje jak bardzo groźnym zjawiskiem jest reeinwazja warrozy. Dla mnie jest to istny szok jak wiele warrozy może jeszcze spaść z pszczół jesienią.  Zdaję sobie również sprawę z tego, że zaniedbanie któregokolwiek z tych zabiegów, ma mega wpływ na zdrowie naszych pszczół. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że takie zaniedbania i braki wiedzy na ten temat, kosztowały moje pszczoły życie, a mnie ograniczało w zbiorach miodu i rozwoju pasieki. Widok pszczół bez skrzydeł nie daje spać i wbija się głowę bardzo głęboko, odbijając się głośnym echem “to twoja wina”.

Podsumowanie

Z perspektywy lat wg mnie jedynie poznanie wroga i nauczenie się walki z nim daje dobre efekty i pozwala zachować pszczoły przy życiu. Obecnie uważam, że każda walka o pszczoły jest słuszna. Zarówno walczenie ciężką chemią, kwasami i kością wołową (dobra wiem przesadziłem :D) jest dopuszczalne, jeśli ma to pomóc naszym podopiecznym. Ważne jest to by nauczyć się odpowiednio używać dostępnych narzędzi w walce z warrozą, wiedzieć kiedy możemy zaatakować, a kiedy możemy odpuścić.

Jeśli miałbym doradzić coś młodym pszczelarzom, to na pewno walkę tym co uważają za słuszne, a nie tym co mówią inni. Obecnie bardzo wiele sposobów działa na warrozę. Musicie się tylko odpowiednio używać narzędzi. Poniżej jeszcze raz pokażemy co my robimy:

  1. oprysk wiosną pszczół kwasem mlekowym 15%
  2. po ostatnim pożytku uderzenie kwasem mrówkowym 85%
  3. na początku Października izolacja matek przez miesiąc i kolejne uderzenie z apiwarolu lub kwasu szczawiowego.
  4. prowadzimy też gospodarkę rotacyjną polegającą na likwidacji rodzin produkcyjnych pod koniec roku i łączenie ich z młodymi rodzinami.
  5. do każdego z tych zabiegów używamy maski ochronnej i porządnych rękawic. Zwłaszcza tyczy się to kwasów.

Mam nadzieję, że wyciągniecie wnioski dla siebie z moich obserwacji. Podzielcie się swoimi obserwacjami, jeśli jakieś macie lub zadajcie pytanie które was nurtuje.

Uzupełnienie 11.04.2022

Połączenie metod powyżej ma swoje zalety i wady, zwłaszcza jeśli przesadzimy z tymi zabiegami. W ubiegłym roku miałem okazję testować kwas mrówkowy poddawany rodzinom na ramki. Przyznam szczerze, że mimo sporej wentylacji i jednego korpusu buforowego zauważyłem przed ulem bardzo dużo poparzonej pszczoły. Wściekłem się. Pszczoły miały poparzone języczki i ewidentnie padły od kwasu. Kolejny wniosek na temat tego kwasu to fakt, że działa pod zasklepem jest niezaprzeczalny, lecz jest pewna rzecz która nie daje mi spokoju. 

Ten niepokój pojawił się a ostatnim szkoleniu w którym brałem udział. Otóż okazuje się że kwas mrówkowy jedynie wzmaga w pszczołach instynkt higieniczny i czyni warrozę bezpłodną. I teraz dwa pytania. 

1. Gdzie są badania które potwierdzają tą bezpłodność warrozy. Nie chcę szerzyć plotek i z chęcią je poczytam.

2. Ważniejsze pytanie leży jednak w komórce pszczelej. Chodzi o wpływ kwasu na larwę pszczoły, która przecież się rozwija. W sieci w pracach naukowych badania dotyczą zazwyczaj wpływu na imago pszczoły, natomiast (ja) jeszcze nie spotkałem się z badaniami jak wpływa na larwę. Logicznie myśląc bankowo ma wpływ, bo skoro warroza jest bezpłodna, to co dzieje się z larwą? 

I tak dotarłem do plusa stosowania amitrazy. Jej plusem jest jej minus. Działa tylko na warrozę na pszczole nie ingerując w larwę. I może wbiję kij w mrowisko, ale powiem szczerze. Gdzie ta ekologia? Które zło wybrać? Każdy zostaje z tym sam i pszczoły same go za to rozliczą. 

 

A Ty co Wybierasz?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.